jest o czym pisać.
ale mi się nie chce.
więc będą zdjęcia pt. co tu można spotkać na ulicy
rano pobudka, albo nie. zależy to też od tego, czy już wróciłam do domu.
reszta rodziny wybija na plażę. z koszykami w rękach, uśmiechami na ustach, w urlopowych ubrankach (które, zauważyłam, znacząco różnią się od ubranek innych plażowiczów).
reszta rodziny wybija na plażę. z koszykami w rękach, uśmiechami na ustach, w urlopowych ubrankach (które, zauważyłam, znacząco różnią się od ubranek innych plażowiczów).
na plaży, razem z nieliczną grupą odwiecznych znajomych w równie skonizowanych ubrankach, zagarniają połowę plaży dla siebie, rozstawiają szeroko parawany, rozkładają koszyki, okopują się i budują duży ostrokół otaczający osadę parawanową. naszą.
by nie pozwolić ludziom o jakimś zupełnie niezrozumiałym popędzie stadnym rozkładać się tuż przed nosem lub tuż za plecami. tudzież zaraz obok.
następnie należy odeprzeć atak żon różnorakich polityków, które bardzo pragną być włączone do wianuszka, starają się o to od wielu lat (zupełnie bez sensu i bez efektu), podboje organizując również w czasie niewakacyjnym, co jest bardzo męczące.
po towarzystwie politycznym nadchodzi towarzystwo sportowe w postaci mistrza łyndserfingu, który wydaje się nie dostrzegać wysokiego płotu z kijów, gałęzi i patyków oraz ostentacyjnie rozrzuconych na środku rozmaitych sprzętów (dzieci, połóżcie to tam, byleby ktoś tu się nie rozbił z parawanem) i siada w samym centrum naszego ogrodzonego, sprywatyzowanego terenu.
po kilku dniach okaże się, że w latach młodości łączył go namiętny romans z właścicielką jednego z parawanów.
jednak teraz ma ona hiszpana za męża, dwójkę absolutnie uroczych i cudownie przepięknych dzieci, apartament na czubku wieżowca w centrum madrytu ze stukwadratometrowym tarasem, kucharkę, pokojówkę, lokaja, szofera, nianię z ameryki południowej, karty stałego klienta w większości sklepów w paryżu oraz zgrabny nos, w którym to głęboko ulokowany teraz jest ów serfer.
gdy się zorientował ze swojego położenia, pobiegł do morza topić smutki w nowonabytej desce z latawcem. syn tymczasem siedzi na brzegu, od czasu do czasu próbując pływać na skimie, jednak dość niemrawo, gdyż boi się podejść do naszego skim-miejsca.
w okolicach godziny 16 nadchodzi czas na kawę. wszyscy wyjmują termosy, filiżanki, wino, kieliszki, francuskie sery, świeżo pieczone ciasta oraz czekoladę lindt/krojone melony/shortbread'y. najmłodsze dzieci wcinają czekoladę, żadne się nie brudzi, nikt nie jęczy, nikt się nie wykłóca. przecież to nieestetyczne.
gdy pojawia się konflikt [szermierczy pojedynek między Jasiem a Aleksandrem, z zachowaniem prawie wszystkich zasad obowiązujących na zawodach], pięcioletnia Oliwka przybiega do Kasi mówiąc 'Kasiu, Twój syn zachowuje się nieelegancko'.
gdy któreś z dzieci się skaleczy to przychodzi do dorosłych z pytaniem, co powinno zrobić w takiej sytuacji. w jego tonie nie ma krzty pretensji, smutku czy bólu.
potem zazwyczaj jest sesja zdjęciowa. wszyscy wyciągają wielkie aparaty z jeszcze większymi obiektywami i robią zdjęcia sobie, dzieciom, innym, zapiaszczonym stopom, muszlom na brzegu, rzeźbom piaskowym własnej produkcji czy, jak dobrze pójdzie, wschodom księżyca.
następnie dorośli wybywają do domów pić wino na przeszklonych tarasach, gadać o europejskich stolicach, sklepach, wystawach, aukcjach, nieruchomościach, jachtach, jedzeniu, alkoholu, samochodach, aparatach, restauracjach, liniach lotniczych, jedwabnych taftach na zasłony, pikowanych kurtkach, kubkach od laury ashley i filiżankach od rosenthala, rzucając anegdotki z ostatnich wyjazdów za granicę, bankietów, spotkań i wernisaży.
w tym czasie dzieci młodsze idą spać, dzieci starsze idą pić.
kupują byle więcej, byle taniej, skrupulatnie licząc koszty, zbierają alkohol w torby i starając się nie spotkać jednego z miliona znajomych od rodziców, nie tłukąc butelkami o siebie ani nie zwracając na siebie uwagi przemykają na plażę, do miejsca należącego tylko do nich, osłaniającego nawet przed deszczem. i piją. piją. piją. potem starają się sprzątnać. pomiędzy tym dzieje się wiele rzeczy, których nie pamiętają, których nie chcą pamiętać, o których nie chcą mówić, o których chcą opowiadać, które chcą wspominać, które chcą sobie przypominać, których żałują i których nie żałują, które ich podniecają, którymi się chwalą, które będą sobie wypominać nawzajem lub które zachowają tylko dla siebie. gdy już zbiorą butelki, kubki, puszki, zapalniczki, pudełka plastikowe i papierowe, rurki, słomki, blaszki, chusteczki, gumki, gumy, opakowania, słoiczki, torebeczki, torebki, torby, ubrania, portfele, długopisy, okulary, biżuterię, buty, bieliznę, telefony, aparaty i ajpody, śmieci wyrzucą, rzeczy zabiorą, to wracają do domu. umyć się, przespać, przebrać i brnąć na plażę, do obecnych już tam rodziców. i tak zaczyna się następny dzień.

